Jak zarabiać na giełdowych debiutach

Warszawska giełda jest ponad dziesięciokrotnie mniejsza od parkietów w Madrycie czy Zurychu, a wartość rynkowa wszystkich notowanych na GPW akcji stanowi 3 proc. wielkości sojuszu giełd Euronext. Jest jednak jedna dziedzina, w której stołeczny rynek dystansuje wymienionych wcześniej gigantów – rynek IPO, czyli pierwszych ofert publicznych.

 (Uwaga, treści przedstawione w artykule trochę przedawnione).

 

Liczba debiutantów w latach 2004-2005

I półrocze 2005

2004

1.

Londyn

250

1.

Londyn

423

2.

Oslo

21

2.

Warszawa

34

3.

Warszawa

18

3.

Euronext

32

4.

Euronext

16

4.

Oslo

20

5.

OMX

14

5.

OMX

15

6.

Luksemburg

12

6

Mediolan

10

Euronext – sojusz giełd w Paryżu, Brukseli, Amsterdamie i Lizbonie
OMX – sojusz giełd w Sztokholmie, Helsinkach, Kopenhadze i Wilnie 
Źródło: FESE, LSE

Skąd bierze się ta polska specjalność? Tłumaczenie sukcesu rynku pierwotnego (rynek IPO jest jego częścią) dobrymi nastrojami na rynku wtórnym, czyli wśród akcji już notowanych na giełdach, nie wystarczy. Hossa w ostatnich kwartałach trwa przecież na wszystkich parkietach Starego Kontynentu. Zresztą inwestorzy powinni pamiętać, że hossa na rynku pierwotnym często jest wrogiem hossy na rynku wtórnym. Wystarczy przypomnieć, że wśród powodów ostatniej wali wzrostów na naszej giełdzie, która doprowadziła indeks WIG najwyżej w historii, analitycy wymieniają opóźnienie w prywatyzacji PZU.

To sprawiło, że inwestorzy wydawali na GPW pieniądze wcześniej zarezerwowane na ubezpieczyciela. Mnogość polskich IPO to m.in. efekt skutecznej polityki giełdy. To także sukces Jacka Sochy, ministra skarbu, który odważnie zaczął upubliczniać państwowe molochy. To także rezultat aktywnej działalności w Polsce funduszy typu venture capital/private equity, które realizują zyski wprowadzając spółki portfelowe na parkiet. To wreszcie pokłosie polityki banków, które niechętnie finansują inwestycje przedsiębiorstw. Biznesmeni nie mają więc wyjścia i debiutują na GPW. W tej sytuacji nie dziwi, że polski rynek pierwotny od ponad półtora roku tętni życiem.

Inwestorze indywidualny, ostrożnie!

Za sukcesem IPO stoją także pieniądze drobnych graczy. O ile jeszcze do jesiennego debiutu PKO BP rynkiem pierwotnym interesowali się jedynie najbardziej aktywni inwestorzy, powodzenie oferty banku i zaoferowane przeciętnemu Kowalskiemu dyskonto w cenie akcji przyciągnęło na giełdę tysiące ryzykantów. Część z nich pozostała. Cieszy to emitentów, którym łatwiej jest sprzedać – i to drogo – oferowane papiery. Cieszy też fundusze inwestycyjne i emerytalne, bo popyt w zapisach na akcje niemal gwarantuje ich powodzenie, więc inwestorzy finansowi (uprzywilejowani, o czym niżej) bez ryzyka deklarują w nich swój udział.

Wzrost zainteresowania rynkiem pierwotnym ze strony drobnych graczy martwi jedynie … drobnych graczy. Jego negatywnym efektem są bowiem redukcje zapisów. Zżerają one znaczną część – jeśli nie wszystkie – zyski z inwestycji w debiutanta. Nie inaczej było w czerwcowych i lipcowych IPO.

Dlaczego redukcje są takie groźne? Popyt w głównych ofertach ostatnich kwartałów (PKO BP, Lotos, Polmos Białystok, Zelmer, Ciech) ponad dziesięciokrotnie przewyższał podaż – drobny inwestor dostał najwyżej co dziesiątą akcję, na którą się zapisał. Redukcje stały się już samospełniającą się przepowiednią. Drobny inwestor torpedowany jest informacjami o ogromnym zainteresowaniu IPO. Zaciąga więc gigantyczny kredyt sięgający kilkunastokrotności środków własnych, co sprawia, że do redukcji faktycznie dochodzi. A jeśli udało się kupić akcje o wartości przekraczającej środki własne, gracz sprzedaje je szybko po debiucie, by spłacić kredyt. To osłabia notowania debiutanta na GPW i zmniejsza zyski inwestora.

Licz faktyczne zyski

Zyski te i tak są znacznie ograniczone, bo drobny inwestor ponosi znaczące koszty związane z inwestycją na rynku pierwotnym. Po pierwsze musi zapłacić prowizję od przyznanego kredytu (z reguły co najmniej 0,25 proc.). Do tego doliczyć trzeba oprocentowanie kredytu (blisko 10 proc.). Koszty z tego tytułu są jednak niewielkie, jeżeli zdecydujemy się sprzedać akcje w pierwszych dniach po ich wejściu na GPW (najczęściej od zapisów do debiutu mija kilkanaście dni). Nie zapomnijmy też o prowizji dla maklera i to podwójnej (kupno i sprzedaż), która w wielu biurach wyniesie nawet 0,5 proc.

W sumie, przy 80-proc. redukcji zapisów i wspieraniu się kredytem (stanowiącym pięciokrotność środków własnych), koszt inwestycji na rynku IPO zbliża się do 3 proc. Tę wartość należy odjąć od stopy zwrotu, jaką można zrealizować sprzedając akcje w debiucie spółki na GPW. W czerwcu i lipcu zostawało więc niewiele:

*Założenia: prowizja od transakcji 0,5 proc., prowizja od przyznania kredytu 0,25 proc., okres między przyznaniem akcji a sprzedażą 10 dni, oprocentowanie kredytu 10 proc., wielkość lewaru 500 proc., redukcja zapisów 80 proc.

Powoli, ale jednak drobni inwestorzy dostrzegają ryzyko związane z grą na rynku pierwotnym. Tym bardziej, że na rynku wtórnym panują znakomite nastroje, co rodzi pytanie: po co inwestować w nieznane, skoro tyle samo mogę zarobić kupując papiery „starych” blue chipów? Coraz częściej zdarzają się fiaska emisji (w ostatnich tygodniach: Neonet, PC Guard i Odratrans). Głównym powodem jest zbyt wysoka cena, jaką nowe spółki żądają za swe akcje. To ona jest też odpowiedzialna za słabe wyniki debiutantów już na GPW.

Możliwość ewentualnego odwrotu drobnych graczy od rynku pierwotnego zaczynają dostrzegać sami emitenci. Niestety, ceny nadal są wysokie. Coraz częściej powraca się natomiast do zapomnianego zwyczaju, że każdy inwestor powinien znać dokładną cenę akcji w momencie składania zapisu. Dotychczas przeważały bowiem oferty, w których drobni inwestorzy znali jedynie szeroki przedział cenowy, a ostateczną cenę ustalali inwestorzy instytucjonalni w procesie budowy księgi popytu (tzw. book-building).

Jak dobrze wybrać?

Dokładna cena, a nie widełki cenowe w momencie zapisu, to sygnał, że spółka poważnie traktuje drobnego inwestora. Takie kryterium nie wystarczy jednak do wyboru rynkowego hitu. Najważniejszym czynnikiem udanej inwestycji jest cena. Niestety, drobny inwestor nie posiada wiedzy, by ocenić faktyczną wartość akcji. Nie pomogą też analitycy, którzy z reguły wyceniają jedynie te papiery, w których emisji uczestniczą jako wprowadzający (trudno więc uwierzyć w całkowitą bezstronność takiej wyceny).

Sam instynkt nie wystarczy. Wybierajmy spółki o dobrej kondycji finansowej dla których debiut giełdowy nie jest jedynie „ucieczką do przodu”, działające w perspektywicznych lub już rentownych branżach, z kompetentnym kierownictwem. Starajmy się przestudiować prospekt emisyjny, a szczególnie część dotyczącą ryzyka związanego z działalnością spółki. Rzućmy okiem na strukturę akcjonariatu – im firma większa i akcjonariat bardziej rozdrobniony, tym wyższa będzie płynność papieru po debiucie na giełdzie (a wyższa płynność z reguły sprzyja wycenie). Jednocześnie unikajmy spółek, gdzie znaczący udział pracowników w akcjonariacie grozi masową wyprzedażą akcji na GPW.

Nie wystarczy dobrze wybrać. Trzeba jeszcze w dobrym momencie wyjść z inwestycji. Już przed zapisaniem się na nowe akcje powinniśmy określić, czy wiążemy się z nimi na dłużej, czy liczymy jedynie na szybki zysk. Sprzedaż akcji w odpowiednim momencie to wielka sztuka, a jak pokazuje statystyka ostatnich dwóch lat, akcje polskich debiutantów już po giełdowej inauguracji zachowują się gorzej od tych, które są parkiecie od lat. Ale to już temat na następny raport.

Największe oferty ostatniego roku (mln zł)

PKO BP

7 893

Grupa Lotos

1 015

TVN

509

Najmniejsze oferty ostatniego roku (mln zł)

Swissmed

4

Spray

6

Travelplanet

7

Największe zyski w debiucie ostatniego roku (proc.)

Zelmer

+36,4

Comp

+33,3

Comp Rzeszów

+27,7

Największe straty w debiucie ostatniego roku (proc.)

PEP

-10,3

Zetkama

-10,0

FAM

-3,5

 

 Źródło: www.expander.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>